Wybrane projekty
Kapitał Wiedzy
Eksport

Wejście na rynek niemiecki: lekcje z warsztatu meblowego

Autor Andrzej Wójcik, Główny Konsultant·15 września 2024·9 min czytania

Marek ze Skaryszewa prowadzi swój warsztat od 9 lat i zatrudnia 6 zaufanych stolarzy. W marcu 2023 roku wspólnie uznaliśmy, że lokalny rynek pod Radomiem robi się za ciasny na jego dębowe komody. Postawiliśmy na sprzedaż w Niemczech, ale szybko okazało się, że same chęci i dobry produkt to dopiero 32% sukcesu w starciu z tamtejszą biurokracją.

Zderzenie z niemieckim urzędem skarbowym

Największym zaskoczeniem dla Marka nie były wymagania klientów, ale czas oczekiwania na niemiecki numer VAT (USt-IdNr). Zakładaliśmy, że formalności potrwają dwa tygodnie, a realnie czekaliśmy pełne 43 dni robocze. Bez tego numeru Amazon zablokowałby konto po pierwszej sprzedaży, co mogłoby spalić markę na starcie. W radomskich realiach często działamy na już, ale u sąsiadów za Odrą terminy są sztywne jak beton.

W międzyczasie musieliśmy ogarnąć system LUCID, czyli rejestrację opakowań. Niemcy bardzo pilnują ekologii i każda kartonowa paczka musi być zgłoszona w specjalnym rejestrze. Marek musiał zapłacić 124 euro opłaty recyklingowej za przewidywaną masę opakowań na pierwszy rok. To niby drobna kwota, ale brak tego wpisu grozi karą do 200 000 euro, co dla warsztatu zatrudniającego 6 osób oznaczałoby natychmiastowe bankructwo.

Niemiecki urząd nie wybacza braku numeru LUCID, a kara może wynieść nawet 200 000 euro.

Logistyka to nie tylko wysyłka paczki

Transport z Radomia do Berlina czy Monachium to około 600-900 kilometrów. Marek początkowo chciał wysyłać meble kurierem, którego używał w Polsce, ale koszty zjadały marżę. Jedna komoda waży 47 kilogramów, co w standardowym cenniku międzynarodowym kosztowało 318 złotych. Musieliśmy znaleźć przewoźnika, który bierze doładunki i schodzi z ceny przy regularnych 12 kursach w miesiącu.

Okazało się też, że pakowanie na rynek niemiecki wymaga dodatkowej warstwy styropianu o grubości 3 cm na każdym narożniku. Niemiecki klient jest wyczulony na najmniejszą rysę. Po wprowadzeniu tych zmian w czerwcu 2023 roku, liczba reklamacji spadła z 4 na miesiąc do okrągłego zera. To pokazuje, że oszczędzanie na taśmie i folii to tylko pozorne zyski, które mszczą się przy zwrotach.

Logistyka to nie tylko wysyłka paczki

Delegowanie zadań, czyli Marek wychodzi z warsztatu

Przez pierwsze 8 lat Marek sam odbierał każdy telefon i sam wystawiał faktury wieczorami. Przy eksporcie do Niemiec ta metoda przestała działać po 3 tygodniach. Liczymy konkretne zyski i zobaczyliśmy, że Marek marnuje 4 godziny dziennie na odpisywanie po niemiecku (używając translatora), zamiast pilnować jakości na hali. To był moment krytyczny dla jego firmy.

Zatrudniliśmy na pół etatu panią Beatę, która zna język i zajmuje się tylko obsługą klienta zagranicznego. Dzięki temu Marek odzyskał 18 godzin w tygodniu. W tym czasie wdrożył nową linię stolików kawowych, które teraz sprzedają się w ilości 23 sztuk tygodniowo. Biznes na lata buduje się wtedy, gdy szef przestaje być najtańszym pracownikiem biurowym w swojej własnej firmie.

Szef nie może być najtańszym pracownikiem biurowym, bo wtedy firma stoi w miejscu.

Amazon to nie tylko wrzucenie zdjęć

Wiele osób myśli, że wystarczy zrobić zdjęcie telefonem i czekać na euro. Na Amazonie konkurencja jest ogromna. Musieliśmy zainwestować w profesjonalną sesję 12 modeli mebli, co kosztowało nas 4800 złotych. Każdy opis musiał zawierać konkretne dane techniczne: wilgotność drewna, rodzaj użytego oleju i dokładny udźwig w kilogramach. Bez tych detali klienci z Monachium po prostu nie klikali 'kup teraz'.

W lipcu 2024 roku, po 16 miesiącach od startu, warsztat Marka generuje 47% obrotu właśnie z rynku niemieckiego. Nie była to droga usłana różami, ale twarda szkoła planowania. Bez zbędnego lania wody: eksport się opłaca, jeśli masz porządek w papierach i nie boisz się oddać części kontroli pracownikom. Sprawdzone w radomskich realiach, działa też za granicą.

Amazon to nie tylko wrzucenie zdjęć